sobota, 19 września 2015

Mdłe, nijakie, nudne, ale za to bezpieczne i full-profeszjonal minimalistyczne.



Od kiedy zaczęłam oglądać regularnie vlogi minęło już trochę czasu.
Zauważyłam już jakiego rodzaju kanały mnie przyciągają, a które omijam szerokim łukiem.
Teraz to samo zauważyłam w blogosferze.
Przestałam czerpać taką radość z przeglądania blogów jaką sprawiało mi to wcześniej.Czemu?



Zacznijmy od vlogów.
Uwielbiam charakterystycznych vlogerów.
Nie mam tutaj na myśli ani wyglądu, ani nawet tematyki prowadzonego  kanału.
Moją ulubioną vlogerką EVER jest Bunny.
Nie ważne, czy opowiada o bateriach do tamagotchi, czy kupuje sztuczne paznokcie w sklepie, nie ważne, czy jest pięknie pomalowana, czy totalnie saute i w piżamie-zawsze jest zjawiskowa, interesująca, charyzmatyczna i ciekawa.Zawsze, nawet jeśli to kolejne nagranie typu OOTD.
Z drugiej strony bardzo ciekawy materiał  przedstawiony sztywno i bez życia jest dla mnie zwyczajnie nużący.
Oczywiście jeśli  trafiam na kanał typowo informacyjny liczę się z tym, jaka będzie jego forma.
Mimo to, wolę oglądać człowieka, osobę, a nie sztuczną laleczkę, robota.
Ja wiem, ja wiem, że hejty, że trzeba mieć idealną twarz i w idealny sposób ją krzywić, żeby się nie wydało, że jesteśmy stworzeni z krwi i kości, że nie jesteśmy zawsze perfekcyjni.

Zauważyłam, że moda na bycie zawsze ideolo przeniosła się i na blogi.
Już nie chodzi tu o zdjęcia, bo faktycznie-po co wstawiać zdjęcie, na którym się sobie nie podobamy.
Mówię tu o tekstach.
Zawsze mi się wydawało, że pisząc można być bardziej otwartym, niż mówiąc do kamery.
Bo tutaj nikt nie przeczyta tego, że się jąkasz, seplenisz, masz trzy brody kiedy mówisz, a w razie, gdyby tekst wywołał oburzenie-możesz stwierdzić, że to nie Ty to pisałeś, tylko Twój zjarany ziomek włamał Ci się na konto kiedy się nie wylogowałeś będąc na melanżu.Proste?Ba!
Masz możliwość edycji tekstu przed publikacją bez cięcia, bez powtórek, bez godzin spędzonych nad sklejaniem tego w całość.

Teraz blogi, które kiedyś były dla mnie inspiracją stały się zwyczajnie mdłe.
Albo autorzy wtajemniczają mnie, że ostatnio o godzinie ósmej zjedli kanapkę z serem, później dwa dni rzygali a na koniec proszą o poklikanie w linki  SheIn, albo mam do czynienia z oschłym i sztywnym tekstem, zazwyczaj recenzją, gdzie wszystko jest wspaniałe, znakomite i znowu wspaniałe, bo autorka znajomością innych określeń czy też zamienników dla tego słowa nie grzeszy.
Wiem jak to jest, bo kiedy ktoś zapyta mnie o jakiś kosmetyk, czy rzecz odpowiadam na luzie, uwzględniając plusy, minusy, zastosowanie i dalsze plany zakupowe, a kiedy pada hasło "recenzja", od razu jedyne co jestem w stanie przelać na klawiaturę, to sztywne, bezpłciowe, z pewnością nie przekonujące i nie wzbudzające  zaufania równoważniki zdań.

Tak czy siak-będę się starać iii Wam też tego życzę.Nie zostawiajcie zdjęć saute przy okazji dodawania nowego posta.Nooope!
:)

Tymczasem idę pobiegać, zrobić zdjęcia lalkom i 'odebrać' mojego TeŻeta z pracy. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz