wtorek, 6 października 2015

Ostatnie wspomnienia z gór.


Mam ochotę pojechać w góry.
Wyjść na miasto, zjeść coś pysznego, zrobić kilka ładnych zdjęć.
Ale bardziej chciałabym wspinać się po górach.
Nigdy nie lubiłam wspinaczki, nudziła mnie i męczyła, miałam wrażenie, że zmarnowałam czas, który mogłam poświęcić na kupowanie pamiątek, albo coś równie ambitnego.
Teraz, po latach dostrzegam plusy takich długich spacerów pod górkę.



Idę przed siebie, moje oczy odpoczywają od monitora, telefonu, jedyne co raz  na kilka minut je razi, to mały ekran mojej mp3.
Patrzę jak zwykle pod nogi, nie widzę nic, tak właściwie, bo skupiam się tylko na tym, by się nie potknąć.
Zastanawiam się, czy założyłam dobre buty, czy może za kilka godzin będę wolała iść boso.
Idę równym tempem, raz w górę, raz w dół, raz stromą ścieżką, za chwilę znów kamienistą.
Jedyne na co patrzę, to ziemia, po której drepczę niezadowolona, jak zwykle.
Czuję się otoczona z każdej strony, jest  mi duszno, jestem spocona.Zatrzymuję się.Mamy postój.
Wtedy podnoszę głowę, na chwilę dosłownie, bo kiedy cała grupa odpoczywa dobre pięć minut i zamiaruje ruszyć w dalszą podróż za jakieś dwie, ja doczłapuję wolno  na miejsce postoju i nawet nie myślę, że zdążę coś zjeść.
Znajduję jednak chwilkę, by usiąść i spojrzeć przed siebie.
Trawa, przewrócony pieniek, miejsce na rozpalenie ogniska-nie używane od lat zapewne.Nic fajnego.
Grupa rusza w dalszą podróż, ja z nią.Pierwsze pół godziny marszu ponownie oddziela mnie od wszystkich, zostaję w tyle, mimo tego, że idę szybko.Jestem zła, że muszę iść, zła, że znowu jestem w tyle, że odstaję, że nie zdążyłam zjeść, że nie udałam choroby, by nie iść dzisiaj na tą super wspinaczkę.
Kilka metrów przede mną idzie trzyosobowa grupka przyjaciółek.Szczebioczą o Bóg wie czym, śmieją się, słyszę to mimo głośnej muzyki w uszach.
Zaczynam celowo uciekać w świat własnych myśli, przestaję się skupiać na tym, o czym mówią, na co jestem zła, co powiedzą opiekunowie, jak zobaczą, że znów zostałam w tyle.
Idę, patrząc wciąż w ziemię, zaczynam myśleć, marzyć, tworzyć swoje własne scenariusze, jestem w swoim świecie, nie czuję już nawet, że stawiam kroki.Wszystko wydaje się być za mgłą, instynktownie stawiam kroki, by się nie przewrócić, cała reszta mnie jest gdzieś w chmurach.
Mijają godziny, kolejne dwa-identyczne dla mnie-postoje.Przesłuchałam wszystko, co było na mp3.
Głowa mnie boli, nudzi mi się.Wyjmuję słuchawki z uszu.
Bolą mnie plecy, trzeba się na chwilę wyprostować.Mimowolnie spoglądam na to, co dzieje się w moim otoczeniu.
Nagle czuję wilgoć w powietrzu, czuję zapach mokrej trawy, widzę kolory ziemi, która tworzy ścianę po mojej lewej stronie, po prawej jest coś w rodzaju przepaści porośniętej roślinnością tak, że sprawia wrażenie przyjaznej dla turystów łąki,  znajdującej się między okalającymi  ją wąskimi ścieżkami po których chodzimy.
Cisza.Gdzieś tam daleko, tam wysoko szumią drzewa, w tle szumi strumyk, poza tym-cisza.
Głowa przestaje mnie boleć, czuję się napełniona energią, może to powietrze tak działa?
Widzę korzenie drzew, mam okazję dotknąć gliny, spojrzeć w górę.Między koronami drzew przedziera się jasne słońce.Na skórze czuję wilgoć, widzę krople wody na martensach.
Idę dalej.
Teraz w głowie mam masę nowych scenariuszy opartych na tym, co mnie otacza, co widzę, co czuję.
Mam wrażenie, że za rogiem będzie osoba, która z nami na wyprawę nie poszła, osoba, która jest  w innej części kraju, osoba, która będąc na tej wyprawie z nami nie zamieniłaby ze mną słowa.
Mimo wszystko dryfuję w marzeniach chłonąc piękno natury, z czasem jest mi coraz smutniej, bo nijak ma się to, co mam w myślach, do tego, co spotka mnie do końca dnia.
Muszę skupić się na drodze, poszukać latarki, lub złapać kogoś za rękę.Robi się ciemno.
Szukam latarki.
Wychodzimy z   lasu, jesteśmy na szczycie tej naszej niewinnej górki dla początkujących.
Robi się chłodno, powietrze jest suche.Widać światła mrugające z oddali.Poza tym wszystko jest zamglone i oddzielone od nas ciemnością.
Kładę się na ziemi, bojąc się o to, że zrobię o krok za daleko i spadnę.
Niebo jest tak blisko, gwiazdy pięknie świecą.Tego widoku nie mam codziennie.
Jest tak cudownie, że mogłabym usnąć.
Przestaję marzyć o niestworzonych rzeczach, w obecnej chwili nie ma miejsca na oddanie swojej uwagi czemuś innemu.
Słyszę szum małych kamyków, po których ktoś chodzi, widzę czysty obraz nieba pełnego gwiazd, powoli dociera do mnie, że strasznie bolą mnie nogi, że mam spuchnięte stopy, że mimo spełnienia swojego zadania martensy zaczynają mi przeszkadzać.Czuję, że przydałby się grubszy sweter, albo kurtka, której nie chciało mi się nieść.Zaczyna burczeć mi w brzuchu, jestem zmęczona.
wracamy bezpiecznie szeroką drogą do obozu.Dostajemy kolację, pół godziny na prysznic i gasimy światła.
Leżąc w białej pościeli zastanawiam się-czy to ta podróż mnie tak zmęczyła, czy zmiana powietrza?
A może ilość myśli, która przetoczyła się przez moją głowę-mieszając  rzeczywistość z fikcją.
Może sztucznie wywołane muzyką emocje, może tęsknota za kimś, kogo nie ma obok, może  ta złość na siebie...Nie wiem, zanim zdążę ustalić przyczynę zmęczenia zapadam w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz