wtorek, 24 listopada 2015

LIFE UPDATE 24.11.2015

Wreszcie w domu, po pracy.
Chwila na ogarnięcie bieżących spraw, W.A.S.P w tle i można brać się do nauki.
Zrobiłam sobie listę mebli, które chcę kupić.Nie mogę remontu odwlekać w nieskończoność, a po ostatnim ogarnięciu szaf wierzę, że nic nie jest niemożliwe, skoro udało mi się je okiełznać.
Jestem zadowolona z ilości ubrań w mojej szafie, jest ich mało.Obie szafy domykają się bez problemu, mam w sumie mega dużo miejsca na nowości, do których specjalnie mnie nie ciągnie.
Zauważyłam, że mam mega wiele zwykłych, czarnych koszulek, oraz czarnych, dłuższych spódnic.
Może po Nowym Roku skoczę na zakupy.Teraz mnie do tego nie ciągnie.Wolę wydać pieniądze na remont i skończyć go wcześniej.


I tak całe tygodnie chodzę w czarnych getrach, czarnej koszulce i ulubionym futrzaku, który możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu.Nic ciekawego.
Poza tym, zachciało mi się rudych dredów, poddałam je rozjaśnieniu.
O dziwo wszystko przebiegło delikatnie i obyło się bez strat. ;)
Poczekam na zmycie koloru i zrobię sobie zielone.
Szczerze, to strasznie mi się nie chce brać do nauki...Ale jutro mam jedno zaliczenie, a w ten weekend egzamin teoretyczny i praktyczny.No cóż.Trzeba. :)

Lepiej mi się żyje z określonym planem dnia.
Codziennie budzę się o 6:45, nawet bez budzika i niezależnie od tego, czy gdzieś wychodzę, czy nie.
Wstaję między 7 a 7:30, choć chcę to zmienić i wstawać zaraz po przebudzeniu.Szybciej się uwinę z wyjściem z domu. :)
Zazwyczaj cały dzień jest ustalony wedle grafiku w pracy, chociaż powoli zaczynam to zmieniać.
Zapisałam się na taniec, chciałabym mieć ten jeden dzień w tygodniu trochę luźniejszy, za to w inne mocniej pocisnąć i pracować dłużej.
Na ten moment mam 4 dni wolnego w miesiącu.
Na tyle ile mogę zapełniam je sesjami, czy innymi rzeczami, na które nie mam normalnie czasu.
Trochę kiepsko, bo zazwyczaj w te dni jestem tak zadowolona z wolnego, że siedzę na tyłku w domu, zamawiam chińszczyznę i gram w simsy.Ambitnie.A później jest "przepraszam, nie miałam kiedy napisać", hehe.
Poza tym, nie oszukujmy się-sezon na zdjęcia w plenerze typowo "na bloga", czyli zupełnie nie artystyczne, zupełnie banalne-skończył się.
Nawet nie dlatego, że chłód i armagedon.
Po prostu-skoro całe tygodnie chodzę ubrana tak samo, tylko zmieniam ciuchy na świeże-nie ma co się pokazywać.
Poza tym robi się ciemno bardzo wcześnie.
A poza tym...nie chce mi się.

Odnośnie "nie chce mi się"-idę się uczyć.

Jak znosicie jesienno-zimową piździawę? Depresja, żal, Werter, czy może jaranko świętami?



1 komentarz:

  1. Jaram się świętami, ale nie nawidzę zimna i bym tylko siedziała w ciepłym pokoju! Też mi się nic nie chce ;/
    U mnie post z pomysłami na świąteczny prezent! Zapraszam :*
    MÓJ BLOG-KLIIK

    OdpowiedzUsuń

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz