piątek, 22 stycznia 2016

Dredy, dredloki, dredowe przemyślenia.


I mamy dzień taki jak dzisiaj, gdzie zamiast bezmyślnie wstać, ogarnąć się, wyjść do pracy i zahaczyć o sesję zdjęciową, budzę się z mega bólem brzucha, nie wiem w co najpierw włożyć ręce i boli mnie głowa na myśl o jutrzejszych egzaminach.

Dzisiaj też jest kolejny z dni, kiedy to moje dredy wydają się być kołtunami.
Kiedy bolą mnie plecy od ich drapania, brakuje mi uczucia miękkich włosów pod palcami, dodatkowo boli mnie brak możliwości czesania.
Jednak nie rozczeszę ich.Po 1-czekam na dwie sesje zdjęciowe, gdzie są one potrzebne, po 2 wiem, że będę żałować tej decyzji-moje włosy są wciąż krótkie, a bardziej od krótkich włosów nienawidzę tylko postrzępionych włosów nijakiej długości.Po 3?Zawsze wracam do dredów.
Zdjęcie na górze-2010 rok, moje pierwsze dredloki.
Zdjęcie poniżej-2013 rok, powrót do dredloków, mocne wahania, czy aby nie zrobić sobie dredów na stałe.
I mamy rok 2016-gdzie uwielbiam wygląd dredów, pomogły mi one wyjść z kompleksów na punkcie włosów, jednak nie umiem ich zaakceptować jako "moje" i co jakiś czas mam takie stany jak dzisiaj.
Teraz moje naturalne włosy sięgają mi karku.To jest ich "maksymalna" długość, bo kiedy wchodziły w ten okres zawsze je ścinałam.Jeśli więc dotrzymam z dredkami choćby do Woodstocku-mam pewność, że po rozczesaniu ich będą satysfakcjonującej długości, a jednocześnie nie będą tak połamane, że i tak będzie mus ich ścięcia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz