poniedziałek, 29 lutego 2016

18 and life | 2012


Chuda, zgrabna, ładnie uczesana, dobrze ubrana.
Mająca za sobą swoje pierwsze poważniejsze potknięcia, a pierwszą miłość tuż za rogiem.
Z dobrą przyjaciółką obok.
Ale bez perspektyw i pojęcia czego chce.
Świeżo po osiemnastce.



Naszło mnie dzisiaj na rozmyślanie na temat  zjawiska, które się we mnie pojawiło w ciągu ostatniego roku.
Siedząc w stałym, udanym, w stu procentach zajebistym związku zaczęłam doceniać  stałe elementy życia, zaczęłam się bać zmian.Tak, ja.Ja, czyli ta dziwna panna z tylnej ławki, co co trzy dni zmienia kolor włosów, jednego dnia zapiera się, że włosy zapuszcza, a kolejnego dnia wraca obcięta na jeża.
Mając niebieskie włosy nie przyjmowałam do wiadomości, że mogę mieć inne.
Mając swój ulubiony sweter-nie umiałam go wyrzucić, mimo, że po pięciu latach noszenia wygląda on już paskudnie.
Mając słabo płatną robotę trzymam się jej, bo boję się wyzwań i nie sprostania wymaganiom gdzieś dalej.
Chodząc na zajęcia z czegoś, co kompletnie mnie nie interesuje wkurzam się, ale chodzę tam dalej.
Nie wiem w sumie jak to działa, czemu tak mocno trzymam się brzytwy, gdy obok ktoś rzuca mi koło ratunkowe(hej, zapewne robi to ironicznie i ma ze mnie bekę, jak wszyscy tutaj zebrani podobno), lub-gdy spokojnie mogę stanąć nogami na gruncie, bo tak na prawdę nie odpłynęłam od brzegu zbyt daleko.
I nie wiem, czemu piszę tego posta, skoro chciałam zarzucić tu jedno zdjęcie i pochwalić się fryzurą.
;)
W każdym razie, podsumowując.
Oglądanie swoich dawnych fotografii inspiruje mnie do fotografowania się teraz i pierdolenia kompleksów.Bo za pięć lat zerknę na swoją dzisiejszą paskudną dupę i pisnę z zachwytu, że było przecież tak super i czemu ja się tego wstydziłam.
Bo siebie znam i tak jest zawsze.
Dlatego mniej krytycyzmu dla swojej aparycji, więcej dla swojego rozumu.
Mniej godzin czytając ciężkie książki, więcej spacerując i oddychając świeżym (mhm, w mieście) powietrzem.
A i zdecydowanie...Więcej podróżowania.To mega poszerza spojrzenie na życie.
Polecam, Fiotr Pronczewski.
Idę się uczyć.

4 komentarze:

  1. Twoim głównym problemem jest niska samoocena, którą da się wyczuć na każdym kroku, niestety. Nie ukazuj jej tak w sieci, bo ludzie się tym pożywią. Zamiast pisać notki o tym jaka to byłaś kiedyś, skup się na tym jaka jesteś teraz. Popraw to co Tobie nie wychodzi, a pokaż to co już umiesz. Nie cofaj się kasując wszystko pod wpływem złych chwil, bo to najgorsze co można zrobić. Zły okres przeczekaj, nie ukazuj go światu (nie temu internetowemu przynajmniej). Pamiętaj, że ludzi o słabych nerwach i niskiej samoocenie, ludzkość zawsze będzie chciała zjeść. Albo zawalcz, albo się wycofaj. Najgorsze jest to co robisz teraz, czyli wciąż porównujesz się z innymi, nawet ze samą sobą (dawną sobą)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm wiesz co, to ciekawe że odebrałaś to w ten sposób.
      Porównuję siebie do tego sobie zaplanowałam na przyszłość, do tego co było kiedyś.Właśnie w celu wyciągnięcia wniosków i naprawienia tego, co mi przeszkadza.
      Nad sobą pracuję, nie chodzę z depresją i dołem, nie marudzę i nie płaczę po kątach, nie uważam się za osobę gorszą od całej populacji.Porównywanie się do lasek z całego świata podaję jako przykład, pół żartem, pół serio, bo z moim aktualnym trybem życia nie mam zwyczajnie czasu i chęci na podglądanie co kto z kim za ile. :)
      Są rzeczy, które skopałam, które gdzieś się we mnie dalej przypominają, są rzeczy w których jestem dobra i nie boję się do tego przyznać.
      Mam masę dobrego feedbacku, masę hejterów (ofc anonimowych) również.
      Jak każdy.
      Moim problemem jest to, że czas mi leci przez palce, choćbym nie wiem jak mocno go używała, ile bym nie robiła rzeczy, wciąż i wciąż czas mega szybko płynie, do czego nie mogę się przyzwyczaić.
      Przeraża mnie przemijanie, zmiany, często nie umiem się pogodzić z odejściem kogoś, lub czegoś w zapomnienie, stąd mnie nachodzą wieczne rozkminy na takie tematy.Rozumiesz?Ciągle mam wrażenie, że nie zdążę naprawić lub zrobić czegoś, co strasznie mocno siedzi mi w głowie.
      Mając stałe elementy w życiu mam na chwilę wrażenie, że coś się nie zmienia, że udało mi się daną chwilę hmm wydłużyć?Wiadomo, że to złudne, więc staram się łapać do tego dystans i robić swoje.
      Ale rozumiem Twój punkt widzenia, nie znając mojego realnego podejścia, zachowania i sposobu wypowiedzi ciężko jest zinterpretować tekst inaczej, niż właśnie najprostszy sposób, czyli taki, jaki przedstawiłaś.
      Mam nadzieję, że sprostowałam Ci trochę o co mi chodziło.
      +Zdecydowanie wolę pisać, podkładać się hejterom (pozdrawiam cieplutko) i łapać fajny kontakt z chociaż garstką ludzi, niż pisać poematy o bluzeczce z zary (co kiedyś było moim założeniem XD) bo w tym temacie czuję się już totalnie dziko.

      Dzięki jeszcze raz za opinię. :)

      Usuń
    2. Chyba teraz próbujesz coś ukryć pod udawaną pewnością siebie, bo nie sądzę abym każdy Twój wpis odpierała w ,,najprostszy sposób".

      Usuń
    3. To jak to odbierasz to Twoja sprawa.Piszę szczerze, nie mam powodu, by ukrywać coś przez Tobą.To jest generalnie temat na dłuższą rozmowę, jednak tak jak napisałam-głównie strach przed szybkim upływem czasu mnie tak jakoś nastawia, jako osoba nie czuję się ogólnie (bo wiadomo, co dziedzina jest jakieś stanowisko) kimś lepszym, gorszym. Ot jedna z pierdyliarda osób na świecie. :)

      Ale jeśli masz inne zdanie to to szanuję i wezmę sobie Twoje komentarze do pamięci, spojrzę na wszystko z innej perspektywy.A przynajmniej się postaram.

      Usuń

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz