wtorek, 16 lutego 2016

Po powrocie z gór.


Przebywając w górach przez ostatni tydzień odnalazłam spokój i równowagę.
Nie porównywałam statystyk, nie porównywałam swojej twarzy do tych wszystkich chudych dup z instagrama, nie słuchałam dobrych rad, o które sama nie prosiłam.
Poczułam czego chcę JA, jako JA, nie jako zainspirowana czyimś perfekto ideolo życiem frustratka.
Swoje znaki charakterystyczne zaczęłam traktować jako zalety, zaakceptowałam swoje wady.
Pogodziłam się ze swoją "brzydotą", z tym jak wyglądam.
Przestałam się wstydzić swojego uśmiechu i swoich domalowanych brwi (i ich braku).
Po czym wróciłam do domu, usłyszałam z biegu, że przytyłam, że mam cellulitis, że szkoda, że w sumie to powinnam się ogolić na 0 i czekać, aż naturalki odrosną razem z brwiami,  po czym uśmiech-a może coś zjesz?
Kurwa.

Weszłam do znienawidzonego pokoju, wszystko znowu jest takie emo bez sensu, siedzę w dresach i górze od piżamy i w zasadzie to jedyne, co planuję dzisiaj zrobić, to grać  w WoWa i jeść oscypki.
A miałam ćwiczyć, YHYYMM.
I weszłam "na internet" i zobaczyłam, że lansiary dalej się lansują, pięknoty dalej spamują selfie, ideały dalej odnoszą życiowe sukcesy za hajs starych, maskotki dalej wiodą życie bogini za granicą, za sprawą swoich sławnych chłopaków oczywiście, każdy dalej zajmuje się swoimi pasjami, nauką, pracą, w zasadzie-nic się nie zmieniło.Tyle że teraz widzę, jak bardzo te niewinne snapki, czy foteczki z insta mają na mnie wpływ.
Bo będąc odcięta od sieci miałam świadomość tego, co wiem mając internet 24/7 w dłoni.
Tylko że nie utwierdzana przez ludzi w ich "zajebistości" miałam chęć rozsiewać miłość, pokój i rozdać wszystko co mam każdej jednej osobie na świecie, niczym hipis, a teraz znowu zostałam wciągnięta w wyścig szczurów.Kto ma więcej, kto da więcej, kto dostał lepsze, komu co, a i z kim.
I za przeproszeniem-na chuj mi to.
Podróżując skupiam się na otoczeniu, na tym co jest piękne, cudowne.
Siedząc w swoim nielubianym-delikatnie ujmując-domu mam ochotę robić nic, marudzić, zjeść pizzę i tyć.
Znowu dopada mnie niemoc i brak perspektyw.
I nie mam zamiaru tym obarczać chłopaka, przyjaciela, kota, kogokolwiek.
Sama  z tym zostanę i albo coś z tym zrobię i ruszę z miejsca, albo zmieniam adres bloga na "emo is love" i będziecie mogli oglądać tego rodzaju chujowe wpisy codziennie.
Aha, no i jeszcze muszę skoczyć po żyletkę, bo czym jest taki post, bez zdjęcia sznyt.
#hehe

5 komentarzy:

  1. Chcesz porównywać z kimś statystyki? Porównuj je z moimi >D Mogę być twoim inspo, ale i tak obserwatorów mam znacznie mniej niż ty, a co lepiej może podbudować? >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Tobą mogę porównywać staty, ale co z tego XD
      Ty jesteś zajebista, masz super styl i jaram się Tobą od kiedy pierwszy raz wlazłam na Twojego bloga, wiec możesz mieć 2 wejścia rocznie i dalej będę się jarać. :D

      Usuń
  2. Rozumiem Cię, nigdy nie chce się powracać do szarej rzeczywistości, do domu gdzie umierają wszystkie marzenia, a wręcz zostają mordowane przez rzeczywistość, dlatego nigdy nie chce się do niej wracać. Wszystko jest lepsze, wszystko tak odległe i kruche...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, szara rzeczywistość, przyziemne podejście do życia.
      Przetrwanie z dnia na dzień, planując to, co konieczne.
      :c

      Usuń

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz