piątek, 22 kwietnia 2016

Makeup Revolution mono eyeshadow PURE


Wszyscy od jakiegoś czasu trąbią o przecenach w Rossmanie, więc specjalnie omijam to miejsce.
Od ponad miesiąca zbieram się do napisania kilku słów na temat targów branżowych, jednak ilość zdjęć do okiełznania mnie przeraża.
Postanowiłam jednak sprawdzić pierwszy raz jak na zdjęciach spisuje się cień, którego używam od czasu wyżej wspomnianych targów.

Cień łatwo mieści się do każdej kosmetyczki, ponieważ jest niewielki, co ja sobie cenię mocno.
Zazwyczaj kupuję paletki Rimmela, gdzie na niewielkiej powierzchni znajdują się cztery kolory, jednak często przy pakowaniu się na wyjazd brakuje w kosmetyczce miejsca na takie paletki (zwłaszcza, gdy potrzebuję dwa kolory, a na nieszczęście są one na dwóch różnych paletkach).
Zrezygnowałam na pewien czas z używania dwóch odcieni fioletów, ponieważ często się śpieszę i nie mam możliwości perfekcyjnie ich rozetrzeć, co daje momentalnie efekt pandy i zmęczonej twarzy.
Ha, tak jakby nie była wystarczająco zmęczona.
Także fiolety na daną chwilę są używane tylko wtedy, gdy wiem, że zdążę się porządnie umalować, a do użytku codziennego korzystam z cienia Makeup REVOLUTION mono eyeshadow PURE.
Bardzo dobrze mi się z nim "współpracuje", choć do osoby która może głośno powiedzieć, że na makijażu się zna mi daleko.
Jak kilka osób zauważyło, od minimum pół roku, choć wydaje mi się, że zaraz będzie to już rok-nie robię kresek.Nie używam wcale eyelinera.Powód?Brak czasu.
Na początku, gdy zaczęłam pracę nie miałam czasu bawić się w setki poprawek, bo jak zwykle lewe oko wyszło lepiej od prawego, później w sumie polubiłam oszczędność czasu, a koniec końców-swoje oczy w minimum makijażu, jakim są wytuszowane rzęsy.Choć i tak przykładam do tego mniejszą wagę, niż jeszcze 1,5 roku temu.
Kiedy chciałam nadać swojej twarzy jakiejś głębi, wyrazu, albo zwyczajnie w krótkim czasie chciałam zmienić wizerunek-sięgałam po cienie do powiek, których mam dziesiątki, które wreszcie doczekały się swoich pięciu minut.
Używanie cienia, zwłaszcza przy użyciu pędzelka z Hakuro zajmuje mi dosłownie minutę, a zawsze jednak oko jest podkreślone i nie wyglądam jak piętnastolatka.
Ostatnio też zmieniłam "markerowe" brwi na coś bardziej na kształt naturalnych, choć to jeszcze nie jest to, czego bym chciała.

Jeśli miałabym wymienić wszystkie zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich tygodni, to koniecznie trzeba zaznaczyć, że pozbyłam się dredów...Nie całkowicie.
Zwyczajnie rozczesałam dredy, pozbyłam się doczepów, bo jednak noszenie obcych włosów zaczęło mi po roku przeszkadzać, jednak stwierdziłam, że długo z nijaką fryzurą nie wytrzymam, więc aby w pięć dni nie podjąć decyzji o ścięciu-ponownie zrobiłam dredy.
Tym razem są cienkie, dobrze rozmieszczone, a co najważniejsze-w 100% z moich włosów.
Nasada jeszcze pamięta czarną farbę z zeszłego roku, choć mam już duży odrost, a końcówki są jeszcze potraktowane rozjaśniaczem z zeszłej wiosny.
Mam na nie pewien pomysł, ale to w swoim czasie...




2 komentarze:

  1. Na drugim zdjęciu wyglądasz znacznie lepiej niż na pierwszym. Bardzo ciekawy blog obserwuję :* i zapraszam do siebie ;) http://blacklinemake-up.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. a na trzecim wyszłaś wprost cudownie!
    Molly jesteś śliczna! W niebieskim Ci do twarzy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz