piątek, 1 lipca 2016

Moje włosy po rozczesaniu.


Po 10 miesiącach noszenia grubych batów stwierdziłam, że dłużej nie wytrzymam i zdecydowałam się "wymienić" je na 100% naturalne, drobne dredki.
Plusy?
W 100% z moich włosów, zero doczepów, miękkie, zdecydowanie ciekawsze niż smętnie zwisające 20 dredów na krzyż.
Minusy?
Cóż.Mam naturalnie kręcone włosy, także dredy zaczęły się wywijać, tyć, łączyć po cztery, a do ulubionej dredmejkerki mam daleko ze względu na częste przebywanie na drugim końcu kraju.
Zdecydowałam się ostatecznie rozczesać dredy.



Jestem pewna, że wrócą, ale do tego czasu włosy odrosną, odbuduję zniszczenia i wrócę do natury.
Chciałam, aby kolor był jak najbardziej jednolity, oczywiście z wyjątkiem grzywki.
Grzywka musi być niebieska.
Użyłam farby Joanny, kolor "miedziany blond", numer 218.
Szczerze?Nie polecam.
Niszczy włosy bardzo mocno, wysusza.A kolor?No miedziany blond to to nie jest.
Raczej brąz z prześwitami żółci.
Teraz kupiłam szampon head&shoulders mentolowy, aby kolor zmyć (a poza tym szampon zostawia mega miłe chłodzące uczucie), oraz niby-hennę firmy cameleo.
Użyję jej w celu ożywienia miedzi, ale jeśli to nic nie da-szampon będzie w pogotowiu.




2 komentarze:

  1. zastanowiłaby się pięć razy z tą henną....nie powinno się łączyć henny i farb chemicznych,bo potem różne niekoniecznie fajne rzeczy mogą się pokazać na głowie.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaryzykowałam i teraz mam ognisty rudy <3
      Zrobię dziś zdjęcia dla porównania.

      Usuń

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz