czwartek, 2 marca 2017

Nowe książki: Emo Sapiens Rafała Ohme i Sztuka Kochania Michaliny Wisłockiej

Posiadanie grubej dupy ma swoje zalety.
Jakie? Nie mieścisz się w ukochane ciuchy, a na nowe nie masz chęci, bo planujesz schudnąć+co nie założysz to i tak się sobie nie podobasz, więc...po co kupować nowe ciuchy?
A co zrobić z zaoszczędzonym hajsem?
Wszystkie kosmetyki masz, szamponów, masek i innych cudów w cholerę czeka w łazience.
Jednak chcesz sobie coś kupić.
Opcja 1-jedzonko.Ale nie, bo będziesz tyć.
Opcja 2-Książki.O, to dobry pomysł.
Tym oto sposobem mam dwie nowe książki.Do EMO przyciągnęła mnie nazwa, oraz przeczytanie na szybko pierwszego rozdziału w Empiku-czuję, że z tej książki mogę się dużo nauczyć.

Do drugiej?
Chciałam zobaczyć film, który został określony gniotem i 2 godzinną reklamą reedycji książki.
Zanim zobaczę film, chcę przeczytać książkę.I mimo, że "Sztuka kochania" stoi na mojej domowej półce od lat, to reedycja zawiera dodatkowy rozdział, jestem go ciekawa.
Moja mama oczywiście skomentowała, że to "kamasutra dla pokolenia PRL" i że nic ciekawego się nie dowiem, a mnie szczerze zwiodły opinie i opisy, że książka jest o miłości i emocjach.
Idąc za tym co powiedziała mama słowo seks zostało zamienione na miłość, albo, co gorsza, ktoś tu nie odróżnia, bądź nie odgradza od siebie seksu i miłości.A tego drugiego nie lubię najbardziej.
W dzisiejszym świecie (a może nie tylko, ale wypowiem się o "moich" czasach, bo innych nie znam) seks nie ma z miłością za wiele wspólnego (choć to kwestia człowieka), bo choć często, czy też zawsze za miłością idzie seks, to za seksem miłość...no niekoniecznie.
Jeśli książka jest poświęcona stricte współżyciu, fizyczności i poszerzaniu świadomości własnego ciała (halo, ono nie służy jedynie do wydawania potomstwa), to niech kwiatowa okładka nie bije hasłami "kochanie" i "miłość".
Jasne, nie oceniaj książki po okładce, mówią, jednak mimo świadomości, że jest to reedycja, że kiedyś czasy były inne, że jest jeszcze młodzież która na "bzykanko" mówi "kochanie", no i poza wszystkim-"Sztuka kochania" brzmi zdecydowanie lepiej niż "Sztuka pukania" ew "Jak się zadowolić" niezależnie od zastanych czasów, to gdzieś we mnie gryzie się pojęcie miłości i poszerzania jej tematu z pojęciem seksu i poszerzaniem świadomości na ten temat.
A może po przeczytaniu książki zmienię zdanie, bądź znajdę jakiś związek między jednym, a drugim?
I właśnie dlatego sobie na nią pozwoliłam.Zanim nabiorę uprzedzeń, które mógłby spotęgować film-wolę sama wyrobić sobie zdanie.

Postaram się napisać kilka słów, kiedy skończę czytać obie książki.
Jedna o emocjach, druga o cielesności.

Kiedy ja znajdę czas na fantastykę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz