środa, 28 czerwca 2017

Kupiłam, bo mi się podobała. RECAST vs LEGIT BJD

Znalezione obrazy dla zapytania recast bjd
Ponieważ wylądowałam w Łodzi na dłużej niż myślałam, zaczął mi doskwierać brak moich lalek.
Jest fajna pogoda, mam aparat, a nie mam komu robić zdjęć.
Częściej za to wchodzę na facebookowe grupki lalkarzy.

I tak jak byłam zawsze recast-neutral, tak coraz bardziej mnie skręca na widok kilkudziesięciu podróbek fairylandowych miniffe i littlefee.
Tęsknię do czasów, gdy początkujący kolekcjoner miał resinsoula w skarpetce i fur wigu, zamiast recastowanej minifee chloe lub celine.Chociaż ostatnio w modzie mirwen.

Najpierw BUM na BJD zrobiła Nanami, która jeszcze przez jakiś czas wmawiała, że jej Anastazja jest lalką oryginalną, jak zobaczyłam unboxing drugiej podróbki-przestałam ją oglądać i zaczęłam omijać szeroookim łukiem.
Teraz kolejna dziewczynka, Usami na ostatnim swoim filmie pokazała recasta.
Zapytałam, czy wg jest świadoma że to podróbka.
Jest.Ale oryginał kosztuje ponad 8 tysięcy, więc BYŁA ZMUSZONA kupić recasta.

I takich przypadków jest masa.A później hasztag kolekcjoner, hasztag dollfie, prestiż, bogactwo, zazdrośćcie mi.

Zawsze uznawałam, że nie warto komuś włazić w finanse.
Ale to nie o to chodzi.
Jeśli już chcesz być w tym hobby, chcesz się tagować jako owner, to błagam, zrób risercz, bo za cenę Twojego recasta jest milion pięknych i oryginalnych BJD.
I mówię to JA, posiadaczka recasta.

Dostałam swoją podróbkę fairylandowej minifee rin na gwiazdkę od byłego chłopaka.
Cieszyłam się z niej, bo to drogi prezent i ładny.Ale jak dowiedziałam się, że to recast to trochę emocje opadły.
Po 1-inni kolekcjonerzy zaczęli na mnie patrzeć krzywo, bo mam coś, co psuje rynek,
a po 2-nie umiałam jej uszanować, nie przejmowałam się kiedy spadała mi na ziemię, czy nie widziałam problemu w tym, że żółknie z prędkością światła, bo TO TYLKO RECAST.

Gęba mi zbladła jak dowiedziałam się, że to kosztowało TYSIĄC.
Za tysiąc golda jestem w stanie kupić sobie wieele wiele lalek oryginalnych, tylko że np. z drugiej ręki.A  i tak poza tym recastem każda moja lalka jest z drugiej ręki, bo to albo modele stare, albo kupione okazjonalnie.

Wracając do recastów.

Plusy:
Nie można zaprzeczyć, że zakup wymarzonego modelu lalki za 1/4 ceny jest kuszący.
Dodatkowo na recasta czeka się około miesiąc, nie pół roku.
Każdy model lalki możesz sobie wybrać w dowolnym kolorze.Nie ogranicza Cię paleta barw firmy.
Np. mój chłopak ma w domu fairylandowego miniffe karsh na babskim ciele w kolorze szarym.
Fairyland zwyczajnie szarych lalek nie produkuje.
Wymarzona lalka była limitowana i już jej nigdzie nie ma?Recast rozwiąże problem.

Minusy:
Recasty niszczą rynek.Wiele firm zmagało się z mnożącymi się recasterami.
Wielu twórców musiało zwinąć swój biznes, bo zostali wyparci przez recasterów.
Kupując lalkę z drugiej ręki bez certyfikatu możesz zapłacić jak za oryginał, a dostać recasta.
Mając recasta i chcąc go sprzedać (jak ja) masz kłopot, bo często nie opłaca się go sprzedawać, tak jak moja lalka w oryginale kosztowała 600$ (i była limited), podróbka kosztowała 1000zł, a sprzedać ją mogę za jakieś 500zł, gdzie w międzyczasie zapłaciłam za jej stylizację, makijaż, a ona sama w sobie zdążyła mocno zżółknąć.
Nie wiesz jakiego pochodzenia jest żywica z której recasty są odlewane.
Żywica recastowa zazwyczaj żółknie/zielenieje wiele wiele razy szybciej niż legitna.
Z recastem nie masz wstępu do największych grup i forów dla kolekcjonerów, a nawet jeśli już w takiej grupie jesteś i nie afiszujesz się, że masz recasta, a jednak każdy wie, że go masz (jak ja), to nie licz na to, że zdobędziesz przez to lalkowych-przyjaciół i że ktokolwiek uszanuje Twoje lalki.Przynajmniej mnie to spotyka nagminnie, dlatego puściłam swoją podróbę w świat i nie wiem, czy wróci do mnie kiedykolwiek.

Firmą jaką polecam się zainteresować jest Resinsoul.
Ich lalki są tanie, ładne, a twórcy zrobią Ci każdą modyfikację jaką zapragniesz za dosłownie grosze.
Mało kto lubi te lalki bo mają paskudne zdjęcia na stronie i oczywiście jest na nie hejt, bo TANIOCHA. Ale lepiej mieć legitną taniochę, niż drogiego recasta.

Chcesz lalkę z głową w kolorze fioletowym, przezroczystymi nogami, ogonem, zieloną dłonią i dodatkowym okiem/głową/parą rąk? Żaden problem! Resinsoul jest w stanie wykonać wszystko.
Nie wierzysz?
Zdjęcie użytkownika Kůzle Karasu.
Zdjęcie użytkownika Melissa Hut.
Znalezione obrazy dla zapytania resinsoul
Zdjęcie użytkownika Kitty Blue.
Zdjęcie użytkownika Olivia Soenardi.
Zdjęcie użytkownika Mandy Truschel.

wtorek, 27 czerwca 2017

Green vibes OOTD

Wszystko-second hand ;) 
Udało mi się znaleźć kabel do aparatu.
Miałam mały wybór ubrań na kilka dni po operacji.
Ranki miałam na linii bielizny i w pępku.Nie mogłam tego obcierać, ściskać, nic z tych rzeczy.
Przez pierwsze dni po operacji chodziłam w sukienkach mojej mamy (z jej czasów młodości) i ta właśnie jest z jej kolekcji.

wtorek, 20 czerwca 2017

Poczekaj chwilę...


Nie wiem gdzie jest mój kabel do aparatu.
Mam wiele zdjęć, i co z tego?
Pogoda jest śliczna, co ma swoje zasadnicze minusy jeśli jest się mną.
Mimo największych chęci i starań nie zrzucę całej nadwagi w 1 popołudnie, więc każde wyjście na przymusowy spacer kończy się dla mnie obtartymi udami, zdartymi piętami i ogólnym wkurwieniem.

Chciałabym popływać, jeździć na rowerze, pójść na trampolinki, chodzenie bez celu mnie nudzi.
Wypisałam się ze wszystkich grup dla przyszłych Panien Młodych, bo zaczęło się rzucanie statystykami ile małżeństw się rozwodzi, ile par ma szansę na przetrwanie, prześciganie się w tym kto ma lepszą kieckę, a kto więcej dał na tort z babeczek. Jako, że moje koleżanki bez problemu dadzą sobie radę z organizacją swoich "wielkich dni" w pojedynkę, ja nie muszę na to wszystko patrzeć.

Czuję się beznadziejnie nie mogąc się ruszyć.
Fizycznie jest mi dużo lepiej, ale psychicznie jestem rozsypana na miliard kawałków, a klej, którym mogłabym to posklejać akurat się skończył.
Czuję się opuchnięta, jakbym do swojego ciała doczepione miała poduszki.
Cerę mam gorszą niż kiedykolwiek.
O stanie włosów nie wspomnę.

Strasznie chciałabym to wszystko zmienić, a nie mogę.
Nigdy bym nie pomyślała, że zatęsknię za niecierpianymi pompkami, albo tabatą.
Nie chce mi się czekać aż samo się wszystko naprawi, bo ile można siedzieć na tyłku i czekać?
Najpierw czekałam "aż mi przejdzie", później czekałam na operację, teraz mam czekać aż będzie mi wolno chociażby skakać, czy brać kąpiel i móc naprawić to, co choroba mi zepsuła.
Jestem zmęczona czekaniem i życiem nadzieją, że może ktoś mi w tym pomoże.

Marzy mi się ciepły piasek na plaży, słona woda, szum, ten specyficzny zapach.
Marzy mi się pełna wolność, brak kul u nogi, brak konieczności ciągłego tłumaczenia się ze swojego stanu.Taka pewność, że jak coś czuję, jak coś powiem, to to jest, bo być może.
Brak wyrzutów sumienia, których nie powinno być wcale.

Czuć się ludzko.Móc się czuć.

Nie czekać.Żyć.

Kiedy muszę czekać rozmyślam o przemijaniu, a nigdy nie wprawia mnie to w dobry nastrój.

A dopiero za miesiąc dowiem się co mi wolno, a czego nie.Póki co nie wolno mi właściwie wszystkiego, co sprawia mi radość.

Za dużo wszystkiego się nawarstwiło.

W ramach uniknięcia konieczności wyjścia na spacer zaczęłam ściągać ze ścian wszystkie plakaty i inne pierdółki, sprzątać szuflady, które omijałam chyba od kiedy mam ten pokój...I coraz bardziej podobają mi się ściany w kolorze butelkowej zieleni i drewniane meble.

piątek, 16 czerwca 2017

U.C.I.E.C.Z.K.A

Znalezione obrazy dla zapytania metalhead couple
Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale co wieczór kładąc się spać wyobrażam sobie historie.
Historie, które nigdy się nie spełnią.
Przedstawienie na podstawie mojego scenariusza.
Sam scenariusz i wyobrażanie sobie przedstawienia uważam za normalne, a nóż, kiedyś przyjdzie mi to wystawić? Albo ktoś znajomy będzie na szybko potrzebował jakiejś historii do szkoły?Lepiej wiedzieć jak to ma wyglądać 'na żywo'.
Poza tym, od czasów gimnazjum nie miałam w głowie alternatywnej rzeczywistości, nie wyobrażałam sobie ludzi, miejsc, emocji.
Wtedy to wymykało mi się z rąk, bo mając słuchawki w uszach chodziłam w kółko po okolicy, robiłam sobie kilkugodzinne spacery omijając znajomych i robiąc wszystko, żeby nie musieć się zatrzymać i z kimś pogadać, bo to mnie wybijało z rytmu.
Finalnie traciłam kontakt z prawdziwymi ludźmi i cieszę się, że któregoś dnia z tym skończyłam, bo teraz czasy gimnazjum wspominam bardzo dobrze, właśnie dzięki przyjaźniom tam zawartym.
Wtedy jednak tworzyłam sobie dalszą część ulubionego anime, teraz-całkowicie nieistniejącą historię od podstaw.

czwartek, 15 czerwca 2017

My top 10 nymphet movies

1. Lolita (1997)
Znalezione obrazy dla zapytania lolita
2. Virgin Suicides
Znalezione obrazy dla zapytania virgin suicides
3. American BeautyPodobny obraz
4. TartZnalezione obrazy dla zapytania tart movie
5. CrushZnalezione obrazy dla zapytania crush movie nymphet
6. Lolita (1962)Znalezione obrazy dla zapytania lolita
7. Leon the proffesional
Znalezione obrazy dla zapytania leon the professional
8. Poison IvyZnalezione obrazy dla zapytania poison ivy movie
9. The BabysitterZnalezione obrazy dla zapytania the babysitter
10. Baby DollZnalezione obrazy dla zapytania baby doll movie

środa, 14 czerwca 2017

Cierpliwości...

Melduję, że wróciłam ze szpitala.
Bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze, wiadomości i maile.
Dajcie mi proszę chwilę czasu jeszcze, póki co uczę się na nowo siadać i chodzić, ale jak na drugi dzień po operacji, to jest bardzo spoko.Będzie teraz już tylko lepiej.

Pobyt w szpitalu zainspirował mnie do nagrania nowego filmu na YT, ale i do napisania książki.
Wcześniej pomysł był, ale nie było konkretów.Siedząc w pustej sali chorych przez dwie noce wpadło mi do głowy tyyle pomysłów, że praktycznie w głowie książkę mam ukończoną.

Co do zdrowia: usunięto wszystkie guzy i zmiany nowotworowe, nie było konieczności usuwania mi jajników, jajowodów czy macicy, a tego najbardziej się bałam.
Nie muszę nawet brać leków, nie zalecono mi żadnych hormonów, z czego podwójnie się cieszę.
Za kilka dni idę na zdjęcie szwów, a za miesiąc na wizytę kontrolną.
Jedynym minusem są zakazy. Bo ani nie wolno mi pływać, ani skakać, ani biegać, ani dźwigać nic ponad 3kg, czyli nawet kota nie wezmę na ręce.Ale grunt, że już po wszystkim.
Zanim do mnie dotarło, że mam nowotwór-już mi go wyjęli.
I dobrze.

Co do samego pobytu-tym razem było coś nie do porównania.
Ludzie mili jak nigdy, troskliwi, ludzcy.
Każdy mówił co o której godzinie będzie robione, jakie badanie, każdy lekarz był otwarty na pytania, było z kim porozmawiać, nawet pacjentki się trafiły tym razem super.
Od piątku do niedzieli byłam w sali sama, więc miałam lux malina spokój, bo i łazienka cała dla mnie i mogłam gasić światło kiedy chciałam.Przeczytałam sobie książkę o Korei Północnej, porobiłam zdjęć, wysypiałam się.
W niedzielę dorzucili mi na salę dwie młode dziewczyny, jedna na kontrolę, druga przed operacją.
Bez problemu, miło, fajnie, czułam się trochę jak na koloniach.
Samo przygotowanie do operacji też nie było najgorsze, bo ostatnią osobą, którą przed urwaniem filmu widziałam była moja kumpela z podstawówki, z którą za czasów SP odwalałyśmy różne śmieszne rzeczy, więc cóż, nie miałam nic przeciwko temu, że to własnie ona jest świadkiem moich "cierpień" ;) .
Ogólnie pobyt w szpitalu oceniam bardzo dobrze, chyba najlepiej jak się dało biorąc pod uwagę mój stan w jakim byłam.
Teraz tylko wrócę do formy i obiecuję, że wracam z nowymi outfitami, zdjęciami z sesji i postami lalkowymi. :)

środa, 7 czerwca 2017

Znowu szpital, co zrobisz, nic nie zrobisz.

Mamy czerwiec.Miesiąc, na który długo czekałam, ale też się go bałam.
Czekałam, bo miałam być po operacji i planować sobie życie nad morzem, a bałam, bo jak co roku mam wyniki egzaminów.
Wracam dzisiaj do swojego miasta, choć bardzo nie chcę.
Bo powrót oznacza romantyczny weekend w szpitalu! Super romantycznie, ja, dwie obce kobiety na sali, zapach jodyny, czy nie wiem czym tam smarują ciało przed rozpoczęciem operacji, brak zamków w toaletach, więc w trakcie robienia siusiu nawet najszybciej jak się da zawsze wejdzie jakaś pielęgniarka nawet nie pukając wcześniej do drzwi.
Chcesz się przebrać? Stoisz z gołym tyłkiem? To nic, bo własnie jakiś przypadkowy dziadzio akurat musi szukać swojej żony i stać dobre pół minuty w Twoim pokoju z oburzoną miną, że jego Krystyny akurat tu nie ma. Nie widzi Pan, że tu jesteśmy my trzy, nikogo poza nami, a jedna pacjentka ma gołe lico? Oburzenie, sapanie, ale wyjdzie wreszcie z pokoju, a nawet zamknie za sobą drzwi.
Co z tego, skoro zostaną one znowu otwarte przez jakąś pielęgniarkę-praktykantkę, czy nie wiem, jak się profesjonalnie określa uczniów.Ogółem-nikt sobie nic nie robi z tego, że chcesz mieć chwilę prywatności, nawet w kibelku.Albo to ja tak licho trafiłam.Nie wiem, w szpitalu byłam raz, teraz będę drugi, w tym samym celu.
Chcesz się odciąć i posłuchać mp3? (tak, ja jeszcze używam mp3) NIC Z TEGO.
Bo właśnie wtedy, gdy wsadzisz sobie słuchawki w uszy, zamkniesz oczy i starasz się odlecieć przyjdzie kolejna nieznana Ci osoba i rzuci hasło "Brycht (tak to moje nazwisko) pod pokój 23".
Także idziesz pod ten pokój nr 23 i czekasz sobie, starając się zagaić rozmowę z którąś z pań które również czeka stół operacyjny w niedługim czasie.Nic z tego.Nikomu nie chce się zawierać przyjaźni w szpitalu.Albo ja źle trafiłam, znowu.
I później maraton upokorzenia. Bo jeśli powiem, że USG dopochwowe nie jest miłe i sympatyczne, to wyobraź sobie (jeśli jesteś kobietą będzie Ci łatwiej zdecydowanie), że takie USG wykonuje Ci kilku lekarzy dobre 20 minut, bo jesteś przypadkiem-zagadką i nie bardzo wiadomo, czy to coś w Tobie to guz, czy jednak opuchnięty jajowód nadający się do wywalenia, po czym wychodzisz z sali z przemoczoną dolną częścią piżamy (od żelu, żeby była jasność) bo niestety skończyła się lignina i no sorry, na chustkę do wytarcia nie masz co liczyć, jesteś już poirytowana, po czym wchodzisz na kolejne badania, oczywiście przesympatyczne krzesło ginekologiczne MAM NADZIEJĘ, że wszystkie panie już znają, wiadomo, nikt tych badań nie zalicza do miłych.
I w tym momencie ZGADNIJ CO.Podczas gdy lekarz mocno naciska na Twój cholerrrnie obolały brzuch bolcując Cię jednocześnie jakimś wziernikiem, czy nie wiem już czym, patrzy na to spora jak na tę okoliczność grupa Twoich rówieśników.Wszystko ok-praktykanci.Tylko że znowu, ZGADNIJ CO. Akurat Ta grupa, która jest przy Twoich mękach obecna to Twoi starzy, niezbyt lubiani znajomi z czasów szkolnych.Super komfortowo, nie?
Ja do tego podeszłam z maksymalnym wyłączeniem jakichś wyższych emocji, po prostu-poszłam do szpitala, bo musiałam, dałam się zbadać, bo głupotą by było odmówić, zresztą tam wydaje się polecenia, a nie zadaje pytania.I wiecie co-jest to okej.
Jasne, że nie jest to miłe doświadczenie, ale to nie hotel, a szpital, a to że tu jestem jest moją winą, bo gdybym zbadała się szybciej, a nie zganiała powiększający się brzuch na łakomstwo-nie musieli by mnie teraz macać, badać, oglądać i ciąć.
Jednak jedno mnie mocno razi.Jesteś tam traktowany jak przedmiot, nie człowiek.
Byłam 1 raz w szpitalu, nigdy nie miałam żadnych zabiegów, a co dopiero operacji pod narkozą.
Myślicie, że ktokolwiek mi wyjaśnił co się będzie działo?O tym jak się uszykować do zabiegu dowiedziałam się od dziewczyny, która leżała obok mnie, o tym, że nie wolno mi pić nic poza wodą też.Rano nikt nie powiedział że już pić nie wolno, to dziewczyny z sali wiedziały z doświadczenia.
Widziałam masę rurek i innych strasznych dla mnie rzeczy dołączonych do dziewczyn, które były już po operacji.Nikt mi nie wyjaśnił po co to, do czego, a jak się dowiedziałam (znowu od dziewczyn) o cewnikowaniu to przez całą noc płakałam chcąc zwiać jak się da.Dopiero później mi powiedziały inne pacjentki, że spoko, cewnikują jak już mnie uśpią.Dostałam  bolesny zastrzyk w brzuch.Bez uprzedzenia co to.Teraz wiem co to, bo spytałam, nie chcę robić dramy z tego że omg igła, omg zastrzyki, bo to szpital i bez przesady, żebym oczekiwała po pobycie czegoś przyjemnego.
Po prostu boli mnie to, że nikt nie mówi co się będzie działo w jakim czasie, że w sumie o 5 rano wchodzą lekarze do sali  z wielkim NO DZIEŃ DOBRY, gdzie dopiero około 3 zaczął działać lichy uspokajacz na spanie.To, że ktoś jest roztrzęsiony, ledwo chodzi, tak się boi że cały puchnie i pokrywa się krostami (moja gęba wyglądała jak burak-nie polecam) to też nic. Bo wesoły lekarz na obchodzie mówi, że co z tego, że mnie boli brzuszysko, że mnie zaraz rozsadzi i z bólu i stresu-on mi pomagać obowiązku nie ma, bo nie jestem jeszcze po operacji.
Miałam to szczęście, że jedną z uczennic na oddziale jest moja dobra koleżanka z czasów podstawówki, a obok mnie leżała dziewczyna na świeżo po operacji, bo na pooperacyjnej skończyło się miejsce.
Widziałam co się z człowiekiem po wybudzeniu dzieje, widziałam jak super pielęgniarki opiekują się pacjentką. I nie ma w tym kropli ironii.Zrobiło to na mnie mega wrażenie, jak przynoszą dziewczynie dodatkowe koce, jak poprawiają jej poduchę, jak pytają czy wszystko jest OK po kilka razy, jak doglądają jej kroplówki, przynoszą zastrzyki przeciwbólowe i przeciwwymiotne i dokładnie mówią jej co jej wolno, czego nie, mówią jej co jej podają, są miłe, ciepłe.Takie pielęgniarki to skarb, od razu człowiek czuje, że jest w dobrych rękach.To tak z plusów, jakie mnie w szpitalu spotkały.
Jednak~! Postanowiłam tu napisać dokładnie co się wydarzyło, bo jest spora grupa znajomych, która mnie o to pytała, a nie chcę opisywać każdemu osobno co się dokładnie wydarzyło, że idę 2 raz do szpitala.
Przyszłam w środę bodajże, w czwartek miał być zabieg (guzy w macicy, babskie sprawy ogólnie), w piątek miałam wyjść do domu.
O jeden dzień krócej miałam leżeć niż osoby z którymi tam udało mi się porozmawiać.
W środę były badania, dziesięć razy się wkurwiłam na czekanie na łóżko od 9 rano do 14 popołudniu, piętnaście razy zeszłam ze stresu, poryczałam się dwa razy.Tak wyglądał bilans.
Później poszłam niby-spać, czyli leżałam i umierałam z przerażenia.Zapisałam mojego chłopaka w spadku mojej koleżance, wpadłam w dziesięć ataków paniki na raz, miałam całą gębę usłaną pryszczami, także tego.No stres życia.
I nadszedł dzień zero.Przyszły ok 6 rano miłe panie położyć mi (ja tak na to mówię) ceratę na łóżku, dać specjalną koszulę nocną potrzebną do operacji.Ja już cała w stresie, bo nie wiedziałam kiedy będą mnie wołać na zabieg.
Kiedy wreszcie przyszedł lekarz okazało się, że (hit hitów) ze względu na to ze byłam wcześniakiem i miałam niedomkniętą zastawkę, co później kontrolowałam jako dziecko w dokładnie tym samym szpitalu NIE MOGĄ MI ZROBIĆ OPERACJI. Zażądali albo "papierka", że wszystko jest OK (gdzie żadnej dokumentacji nie otrzymałyśmy z mamą jak byłam później badana jako dziecko) albo aktualnego echa serca. Ok, szpital jest wielki, piętro czy dwa niżej zrobią mi to echo i poślą na pocięcie-pomyślałam. Nic bardziej mylnego. Wypisano mnie tego dnia, co wprawiło mnie w cholernego doła, bo tyle stresu co na marne miałam to nie miałam nigdy.Przespałam chyba dobę po powrocie do domu.Echo serca i EKG (bo nie wydali mi go przy wypisie) zrobiłyśmy z mamą prywatnie, bo albo byśmy zapłaciły te 300zł, albo sorry-wolny termin na NFZ był za pół roku.
A ja nie mogę czekać. W ciągu 1,5mies. moje guzy-intruzy powiększyły się po 1cm każdy.
Hormony tak szaleją, że nie dosyć że mam nadwagę, jestem spuchnięta, mam cerę jak komiksowy nerd-gejmer, to ból nerek, brzucha i piersi spędzał mi sen z powiek przez kilka dobrych nocy.
Udało się nam zrobić te brakujące badania, oraz dostać nowy termin operacji. Tym razem pani umawiająca mnie na termin była milsza od poprzedniej i wyjaśniła wiele rzeczy odnośnie tego, jak się do pobytu przygotować, a nawet zadzwoniła 2 raz by się upewnić, czy wszystko mi powiedziała.
Tym razem idę w piątek.Porobią mi badań, w weekend posiedzę sobie, poczytam jakąś książkę, w niedzielę będę pewnie zła i głodna, wieczór spędzę w toalecie z cudownymi tabletkami na ekhm ..przeżycie toaletowego katharsis, a w poniedziałek, kolejny, oby ostatni-dzień zero.
Mam wielką nadzieję, że zachowam oba jajniki, że wytną wszystko, co powinni, że będę mogła mieć dzieci, ale też nie dostanę ultimatum, że albo w tym roku, albo nigdy...i że wszystko będzie dobrze.
Że się obudzę, że nie będzie konieczności powtarzania zabiegu.
Dlatego nie chcę wracać do domu.

Ale muszę, jeśli chcę żyć.


Mieć najwspanialszego chłopaka na świecie obok, mieszkać z nim w ślicznym mieszkanku z masą super sklepów na parterze, z parkiem trampolinek po drugiej stronie ulicy...
Mieć nowych przyjaciół, chodzić z nimi na plażę, zbierać muszelki, cieszyć piaskiem i falami...
Gdybym miała opisać to, co wymarzyłam sobie jak byłam mała, to opisałabym właśnie to, co mnie czeka za chwilę.
Aż nie chce mi się wierzyć.
Dlatego tak mocno nie chcę zejść z tego świata na stole operacyjnym, nie teraz, nie przed tym wszystkim...

Ziomeczki, zostawiłabym Was tu z kilkoma selfikami, ale mam coś lepszego... ;)
Gdynia by night.
Zdjęcie użytkownika Wiktoria Molly Brycht.


Aha, drogie panie-badajcie się.
Lepiej raz na pół roku dać sobie zajrzeć obcej babie czy facetowi między nogi, niż przechodzić to wszystko, co przechodzę ja.
Ale i tak jestem wdzięczna, że to 'tylko' to. Bo podejrzewano u mnie nowotwór.
A jeśli nie wiecie....to nowotworu boję się w życiu najmocniej.
Dlatego badajcie się, cieszcie każdym dniem i cieszcie się, jeśli macie dzieci...Wam nikt nie powie, że "mogłyście zrobić sobie na zapas" gdy traficie z babskim problemem do szpitala. ;)
Pozdrawiam, cieszę się że dotrwaliście do końca i mam nadzieję, że odezwę się tu jeszcze.