środa, 29 listopada 2017

Dawkowane szczęście

Ostatnio buzuje we mnie huragan emocji. Tych pozytywnych.
Usiadłam właśnie przed laptopem i zaczęłam się zastanawiać, skąd tego tyle u mnie i jak się tego pozbyć, a raczej-jak dawkować. ;)
Przypomniałam sobie, że hello, kiedyś miałam Ci ja bloga.
I prowadziłam Ci ja go z wkładem calusieńkiego serduszka.
Dzięki niemu zaczęłam przywiązywać wagę do szmat jakimi się okrywam, przestałam śmigać w tym samym codziennie, bo przecież przy okazji wyjścia do pracy/szkoły można dodatkowo trzasnąć fotki na bloga!
Później zaczęłam uczyć się nie porównywania swojego stylu do stylu modnej blogerki x czy y.
Ja modna nie jestem, po prostu.Ja jestem ponadczasowa.Jak jeansy, nie? ;)
No i ostatecznie-zaczęłam uczyć się pisać.
A raczej-zaakceptować swój styl pisania, polubić go, wystawić na spoliczkowanie i co dziwne-to się Wam spodobało.
Przewalało się masę komentarzy, że powinnam się ratować u psychologów, bo porównuję siebie z przed kilku lat, do siebie z przed kilku sekund, że opisywanie siebie z perspektywy osoby trzeciej to wariactwo, a ubarwianie myśli osoby wędrującej górskim szlakiem to pierwsze objawy schizofrenii.
Otóż, kochani troskliwi czytelnicy-znalazłam inne ujście dla mojej potrzeby pisania, ubarwiania, porównywania i nadawania cech.Zaczęłam pisać własną książkę.
Choć nie wiem, czy to nie jest pisanie zwyczajnie do szuflady, to lubię to.
[A żadnych nowych chorób na szczęście u mnie nie zdiagnozowano-więc bez obaw!]

Chciałam zająć się stricte outfitami, lalkami, hobby i pasją, ale na to pierwsze nie mam figury, a na resztę weny, oświetlenia i wiecie...'złej baletnicy...' ;)
Teraz jestem w punkcie wyjścia.Znowu śmigam w leginsach i dresie, a na moją stronkę nie wchodzi dziennie 5tyś osób, a zaledwie...nie wiem, kilka?
Kiedyś sprawdzałam statystyki 2x dziennie, teraz mam je w nosie.
Zajęłam się masą innych rzeczy, troszkę bardziej skupiam się na tym niematerialnym.
Mam zamiar wjechać na kanał z vlogmasami, a później, jak minie mi jesienny niechciej-może zacznę realizować plany związane i z blogiem i z kanałem?
Kto to wie...

W ramach ciekawostki dodam, że nie mam niebieskich włosów,
kupiłam wreszcie normalnych rozmiarów septum,
w styczniu usuwam tatuaż misiupisiora aka wilka z chujonosem, o którego była drama na pół internetu,
nie mogę doczekać się świąt.

DEAD CAN DANCE-ANASTASIS [full album]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

***Dziękuję za odwiedziny,mam nadzieję,że jeszcze tu zajrzysz! ;)
Chcesz,abym napisała post o czymś,co Cie interesuje-daj znać!***

Weryfikacja obrazkowa wyłączona.
Komentujesz=motywujesz