niedziela, 14 stycznia 2018

Diorama dla BJD 1/4


Hej! Nie bywam tu ostatnio zbyt często, co nie oznacza, że Was na zawsze opuszczam!
Z powodów zdrowotnych nie pokazywałam się tutaj, a później, mimo że miałam milion ciekawych wydarzeń-nie wiedziałam, czy chcę się nimi dzielić z Wami.
Dzisiaj jednak postanowiłam, że podzielę się z Wami zdjęciami mojej pierwszej dioramy dla BJD / Dollfie.
Jak wygląda całość będzie można zobaczyć na dniach na moim jutubie.
Podłoga to pomalowane sprejem na czarno patyczki drewniane (takie jakie za dzieciaka lekarz wtyka w paszczę przy badaniu gardła) z poucinanymi zaokrągleniami.Oczywiście przyklejone na mocny klej.
Z cienkich listewek (też pomalowane) zrobiliśmy progi, żeby wszystko wyglądało ładniej.
Tapeta to dwie próbki z lerłamerlę. :)
Co do samej konstrukcji-skręcone na śruby płyty wiórowe.
Teraz czas na część najprzyjemniejszą-dekorowanie i meblowanie! ;)
Jakieś sugestie?

Modelka-Lloth.


środa, 29 listopada 2017

Dawkowane szczęście

Ostatnio buzuje we mnie huragan emocji. Tych pozytywnych.
Usiadłam właśnie przed laptopem i zaczęłam się zastanawiać, skąd tego tyle u mnie i jak się tego pozbyć, a raczej-jak dawkować. ;)
Przypomniałam sobie, że hello, kiedyś miałam Ci ja bloga.
I prowadziłam Ci ja go z wkładem calusieńkiego serduszka.
Dzięki niemu zaczęłam przywiązywać wagę do szmat jakimi się okrywam, przestałam śmigać w tym samym codziennie, bo przecież przy okazji wyjścia do pracy/szkoły można dodatkowo trzasnąć fotki na bloga!
Później zaczęłam uczyć się nie porównywania swojego stylu do stylu modnej blogerki x czy y.
Ja modna nie jestem, po prostu.Ja jestem ponadczasowa.Jak jeansy, nie? ;)
No i ostatecznie-zaczęłam uczyć się pisać.
A raczej-zaakceptować swój styl pisania, polubić go, wystawić na spoliczkowanie i co dziwne-to się Wam spodobało.
Przewalało się masę komentarzy, że powinnam się ratować u psychologów, bo porównuję siebie z przed kilku lat, do siebie z przed kilku sekund, że opisywanie siebie z perspektywy osoby trzeciej to wariactwo, a ubarwianie myśli osoby wędrującej górskim szlakiem to pierwsze objawy schizofrenii.
Otóż, kochani troskliwi czytelnicy-znalazłam inne ujście dla mojej potrzeby pisania, ubarwiania, porównywania i nadawania cech.Zaczęłam pisać własną książkę.
Choć nie wiem, czy to nie jest pisanie zwyczajnie do szuflady, to lubię to.
[A żadnych nowych chorób na szczęście u mnie nie zdiagnozowano-więc bez obaw!]

Chciałam zająć się stricte outfitami, lalkami, hobby i pasją, ale na to pierwsze nie mam figury, a na resztę weny, oświetlenia i wiecie...'złej baletnicy...' ;)
Teraz jestem w punkcie wyjścia.Znowu śmigam w leginsach i dresie, a na moją stronkę nie wchodzi dziennie 5tyś osób, a zaledwie...nie wiem, kilka?
Kiedyś sprawdzałam statystyki 2x dziennie, teraz mam je w nosie.
Zajęłam się masą innych rzeczy, troszkę bardziej skupiam się na tym niematerialnym.
Mam zamiar wjechać na kanał z vlogmasami, a później, jak minie mi jesienny niechciej-może zacznę realizować plany związane i z blogiem i z kanałem?
Kto to wie...

W ramach ciekawostki dodam, że nie mam niebieskich włosów,
kupiłam wreszcie normalnych rozmiarów septum,
w styczniu usuwam tatuaż misiupisiora aka wilka z chujonosem, o którego była drama na pół internetu,
nie mogę doczekać się świąt.

DEAD CAN DANCE-ANASTASIS [full album]

piątek, 8 września 2017

~Klara~

Zdjęcie użytkownika Wiktoria Molly Brycht.
Mój nr 1 na wishlist, o którym przypomniałam sobie przeglądając fora.
Udało mi się ją złapać, jednak nie obyło się bez poświęceń-konieczne było sprzedanie innej lalki i lalkowych rzeczy.
Pierwsze wrażenie-jest okropnie ciężka, co ma swoje wady i zalety.
Jej kluskowatość mnie przerosła, nie spodziewałam się AŻ TAKIEJ kluchy, przy niej moje dollzonowe bliźniaczki wydają się być smukłe.
Co mi się w niej spodobało najbardziej, to to, że zobaczyłam w niej lustro żywej kobiety.
W sensie-zachwycam się jej kształtem ciała, jej masywnymi nogami, dziecięcymi dłońmi, małym biustem i dopiero przy którejś próbie przebrania jej naszła mnie refleksja, że każda moja lalka mimo, że jest jednego rozmiaru-jest zupełnie inna.I każdą kocham i uważam za piękną i idealną.Nie wiem dlaczego akurat Klara, ale wywołała we mnie falę ciepła i akceptacji swojego (i nie tylko swojego) ciała. Gdybym miała jej sylwetkę pewnie marudziłabym na brak biustu i ciężkie, masywne nogi.A Klara nie marudzi.Klara jest piękna, dumna i fotogeniczna.I ja też będę.Niezależnie od ciała.

Jej sylwetka jest jednak póki co problemem, ze względu na brak maszyny do szycia w nowym domu.

Mamy za sobą kilka ładnych godzin spędzonych na próbach ustawiania, fotografowania.Jedno co mocno rzuca mi się w oczy to jej nienaturalne ułożenie rąk.Zamiast swobodnie zwisać wzdłuż ciała-są delikatnie uniesione.
Myślałam też, że będzie bardziej podobna do moich bliźniaczek.A tu kompletnie inna bajka!

Teraz jeszcze znaleźć jośka idealnego i będę w pełni szczęśliwa...na jakiś czas. ;)