środa, 6 października 2021

Marudna sklerotyczka

Czas płynie zbyt szybko.

Weszłam na tumblr. Dwie strony wstecz i widzę to, co postowałam 4 lata temu.

Ta sama śpiewka. Chude nogi, obojczyki, teksty motywujące do zrzucenia kilogramów.

Naszła mnie myśl, że moje życie to jakiś jeden wielki schemat.

Przeglądając pamiętnik z czasów gimnazjum widzę pewien wzór. 

Problemy z matmą-wywiadówka. Będę się starać-nie wyszło- już za późno. Od nowego roku/semestru. Nie wyszło, oj. Byle do piątku, byle do wywiadówki, byle do końca semestru.

Jakoś przepchnąć, jakoś przetrwać, jakoś żyć od-do.

Później na lata ten wzór zniknął i nie został zastąpiony nowym. Był czas rozwoju, poznawania ludzi, imprezowania, robienia celowo i przypadkiem różnych głupot i błędów. Życie, ot co. Fajnie.

(wciąż jestem debilem z matmy, hehe)

Teraz weszłam w pułapkę pod tytułem Schudnę-będę ładna-będę żyć na 100%. Oj, no nie wyszło. 40kg na plus. Sic.

Foto wykonane we wrześniu 2012. Miałam 18 Lat.


Druga sprawa.

Patrzę dziś na swojego niemowlaczka i zastanawiam się "co on myśli, co już pamięta, co zapamięta na przyszłość?" i wstukuję w google ile dziecko mające 15 miesięcy jest w stanie zapamiętać słów, oraz jaką "datę przydatności" ma jego pamięć. Zaczęłam się zastanawiać na ten temat. Ja nic nie pamiętam.

Mam wrażenie, że moja pamięć jest mniej trwała niż mojego syna. Bo ok-wiele rzeczy wchodzi mi w system i wykonuję je mechanicznie. Znam miejsca, twarze, znam dojazd w kilka miejsc i dwa numery telefonów. I przez to właśnie mam złudne poczucie, że z moją pamięcią i życiem jest OK.

Bo nie jest ok.

Wyjęłam dzisiaj z torebki rzeczy, które oddała mi mama porządkując szafę. Bluza-ok, jedyna rzecz w troskliwe misie jaką mam, pamiętam. Rzeczy młodego-ano tak, ubrudził się, poszły do pralki. I ostatnia rzecz. Koszulka. Męska. Czarna z Garfieldem. Coś mi dzwoni, ale w którym kościele?

Intuicyjnie i mechanicznie wiedziałam, do kogo należała ta koszulka, ale kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać...no, pierwsze 20min nie byłam pewna na 100%.

I teraz też pisząc to staram się sobie przypomnieć skąd się ona wzięła u mnie? Jaka fascynująco romantyczna historia się z nią wiąże? Dlaczego na koszulce jest Garfield? Przecież właściciel...no właśnie, lubił? Nie lubił? Nosił specjalnie? Czy po prostu, bo kot? A może dizajn dobry?

Kurde. Nie pamiętam nic. I siedziałam te 20min z koszulką w ręku i myślałam nad tym, że nie pamiętam 90% rzeczy na temat gościa, za którym jeszcze kilka lat wstecz szalałam i życia bez niego sobie wyobrazić nie mogłam. Pamiętam podstawy. Adresy, imiona, nazwisko, zawód, kolor oczu, ton głosu i jakieś randomowe 3 cechy i umiejętności. Nic poza tym. (a, i to, że typ nie znosił oliwek)

Kolejne 2h spędziłam rozmyślając nad tą moją słabą pamięcią. Ostatnio mniej piszę po angielsku-już widzę braki. Mniej czytam książek-robię błędy pisząc ręcznie. Patrząc na swoje stare zdjęcia pamiętam tylko jedną rzecz...że wiecznie marudziłam. Wiecznie byłam za gruba. Nawet ważąc 60kg. Wiecznie miałam powód, by płakać patrząc w lustro. 

Jakie wnioski wyciągnęłam po takim wieczorze? Po 1-nigdy więcej nie marudzić na swój wygląd. Bo żyję raz, młoda jestem raz. Po 2-faktycznie solidnie zadbać o swoje zdrowie. Przez stres nie umiem nie wypierać z głowy wspomnień. Przez wagę nie umiem w pełni czerpać z życia. Kolana mam do naoliwienia, serio. A ja tak bardzo pragnę pamiętać. Dla siebie, dla synka. Żeby mu później powiedzieć, pokazać, powspominać. (co i tak będzie miał w nosie)


Chcę żyć na 100% nie tylko w mojej głowie.

Chcę realizować swoje pomysły.

Chcę chcieć coś zmienić.

Nie chcę włazić w błędne koło.

I chcę pamiętać kim jestem i Z KIM jestem. Żeby mi za 5 lat nie przyszło rozmyślać, czy mój mąż nosi okulary i gra w planszówki, czy mylę go z kimś innym.

Dobranoc.

poniedziałek, 4 października 2021

Który to rok?

 Nawet nie wiecie ile za mną prób powrotu do blogowania. Dużo.

Za każdym razem kiedy tworzę czystą stronę, na której docelowo mają pojawiać się zdjęcia bez komentarzy-cóż, jak widać nie wychodzi mi to wcale.

Za bardzo lubię pisać. Swoje główne konto na ig również zaczęłam prowadzić w ojczystym języku, coś trochę w formie pamiętnika.

Myślę, że czasy blogowania minęły. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że czasy youtube mijają, a aktualnie króluje tik tok. Mi jednak format bloga pasuje ze względu na to, że lubię lać wodę.

Nawet nie wiecie jak cholerrrnie żałuję skasowania 98% zawartości tego bloga.

Dlatego jestem. Wracam. Nie tracę więcej czasu.

Będą zdjęcia, ale i będą komentarze. Bo jak ja nie skomentuję, to nie jestem sobą.

Kochani, w moim życiu zrobiło się bardzo dużo zmian. Wciąż jednak gadam o zabawkach i kolekcjonerskich bambetlach na youtube, wciąż mam ten sam instagram (schowany jako prywatny, bo pojawił się nowy człowiek w moim życiu i filtruję odbiorców jak ci mogę) i wciąż jest to miejsce.

Jest i będzie.

I mam nadzieję, że Wy też będziecie.

A to ja w najlepszych czasach świetności. ;) 



środa, 11 kwietnia 2018